SOSW Nr 1
w Bydgoszczy

Wyszukiwarka

Tomasz Kwiatkowski – słabo widzący wicemistrz Europy w wiosłowaniu „na sucho”
Okno na świat
Kiedy przed laty zauważył, że traci wzrok był w wielkim dołku. Nie widział dla siebie miejsca w życiu. Teraz już je znalazł. Ma swoje okno na świat – wiosłowanie.
Tomasz Kwiatkowski, 24-letni absolwent Ośrodka Szkolno – Wychowawczego nr 1 im. Louisa Braille’a w Bydgoszczy pod koniec stycznia 2009 roku został w Rzymie wicemistrzem Europy w wiosłowaniu na ergometrze. Wioślarze ten rodzaj rywalizacji nazywają wiosłowaniem „na sucho”.

Pomysł na niewidomych
- Z tym przyrządem pierwszy raz spotkałem się w Ośrodku do którego trafiłem w 2004 roku rozpoczynając naukę w Zasadniczej Szkole Zawodowej – wspomina Tomasz. – Byłem wówczas w głębokim dołku psychicznym. Traciłem wzrok (zwyrodnienie barwinkowe siatkówki – przyp. KAZ) i nie mogłem się z tym pogodzić. Pomysł na ergometr miał pan Kazimierz, jeden z wychowawców internatu, który w ten sposób postanowił „rozruszać” niewidomych wychowanków. Wypożyczył go z wioślarskiego klubu Lotto/Bydgostia i każdy chętny mógł spróbować swych sił. Pewnego dnia trafiło i na mnie. Usiadłem na ergometr i „na dzień dobry” zaliczyłem blisko 1000 m w czasie 4 minut. W drugiej próbie już pokonałem magiczny kilometr. I tak się zaczęło.
Z każdym dniem, z każdymi zajęciami Tomasz przekonywał się, że potrafi wiosłować, że jest w internacie najlepszy. Potem za sprawą pana Kazimierza przyszły pokazowe starty niepełnosprawnych sportowców w zawodach w Bydgoszczy, Toruniu czy Włocławku. Tam wszyscy byli zwycięzcami, lecz Kwiatkowski zawsze pokonywał największy dystans. Niewidomi i słabo widzący sportowcy z Louisa trafili też na przystań Lotto/Bydgostii, gdzie troskliwą opieką otoczył ich doświadczony trener Andrzej Mazurowicz.
- Jego fachowe wskazówki, opracowany i realizowany program zajęć sprawił, że poczyniłem dalsze postępy – podkreśla Tomek.
Z pokazu do wyczynu
Jako, że wioślarstwo stało się dyscypliną paraolimpijską, do niepełnosprawnych przekonał się Polski Związek Towarzystw Wioślarskich. Włączył ich do rywalizacji o Puchar Polski, a w 2007 roku we Wrocławiu, po raz pierwszy rozdane zostały medale mistrzostw kraju na ergometrze. W każdej z tych imprez triumfował Tomasz. Brązowy medal przypadł zaś jego niewidomemu koledze Łukaszowi Sowińskiemu.
- Niewiele jednak brakowało, abym w przed 2 laty przestał wiosłować. Przez własną głupotę. Umywalka spadła mi na nogę i rozcięła ścięgno Achillesa. Gips. Pół roku przerwy. Obawiałem się, że nie zdołam się wykurować. Upór i intensywna rehabilitacja dała jednak pozytywne efekty. Kiedy wychowawca z Ośrodka zadzwonił do mnie postanowiłem rozpocząć wszystko od początku.
Tomasz, mieszkający w Piątkach nieopodal Lipna musiał zdecydować się na przeprowadzkę do Bydgoszczy. Dzięki przychylności dyrekcji Ośrodka zamieszkał ponownie w internacie, lecz już nie jako wychowanek, a jako rezydent.
- Nie było przecież szans, abym codziennie dojeżdżał na treningi – zauważa. – Nie ukrywam jednak, że początkowo trudno było mi się ponownie zaaklimatyzować. Po jednym z weekendowych wyjazdów do domu miałem nawet zamiar zrezygnować. Rozmowy z wychowawcą i trenerem Mazurowiczem sprawiły, że wróciłem. I teraz wiem, że to była dobra decyzja.
Krajowy dominator
Niepełnosprawny wioślarz, popularnie nazywany przez kolegów „Kwiatkiem” szybko doszedł do siebie i w grudniu 2007 roku drugi raz z rzędu był bezkonkurencyjny w finale Pucharu Polski, który odbył się w Centrum Olimpijskim w Warszawie. Miesiąc później w stolicy Dolnego Śląska dołożył drugi zloty medal w krajowym czempionacie.
Pod koniec 2007 roku zrodził się też pomysł utworzenia przy Lotto/Bydgostii sekcji niepełnosprawnych. Zarząd klubu go zaakceptował zwłaszcza, że w planach było utworzenie osady niepełnosprawnych: czwórki ze sternikiem złożonej z dwóch wioślarek i dwóch wioślarzy. W takiej osadzie mogą wiosłować co najwyżej dwie osoby z dysfunkcja wzroku, a pozostałe z narządu ruchu. Kwiatkowski miał być filarem tej czwórki.
- Niestety, mieliśmy ogromne problemy ze skompletowaniem osady – wspomina Tomasz. – Brakowało nam dziewczyn. Myśleliśmy, że uda nam się stworzyć osadę wspólnie z grupą niepełnosprawnych z Warszawy. Byliśmy nawet razem na zgrupowaniu w Kręglu. Ich trener miał jednak inna wizję. I nic z tego nie wyszło. Nie oznacza to jednak, że nie trenowaliśmy na wodzie. Do mnie i Sebastiana Budnego dołączyła mieszkająca w Brzozie Agnieszka (niestety, po letnich wakacjach zrezygnowała z wiosłowania – przyp. KAZ), za sterem zasiadał będący po porażeniu Marcin Pawlicki, a osadę uzupełniała była wioślarka pani Małgosia. W tym składzie wystartowaliśmy nawet pokazowo w zawodach o Puchar Prezydenta Miasta Bydgoszczy w Brdyujściu. Nie było natomiast żadnych szans na start w regatach kwalifikacyjnych do paraolimpiady w Pekinie.
Pierwszy, jak na razie, wyjazd życia
Pojechali za to do Chin reprezentanci Startu Szczecin. Ich szkoleniowiec Tomasz Kaźmierczak, zarazem pełniący funkcję trenera kadry niepełnosprawnych wioślarzy, zapewnił trenera Mazurowicza, że po igrzyskach w Pekinie na bazie bydgoskiej sekcji będzie budowana reprezentacyjna czwórka.
- Słowa dotrzymał – cieszy się Kwiatkowski, który wraz z Sebastianem na początku bieżącego roku przebywał na 2-tygodniowym zgrupowaniu kadry w Ośrodku Przygotowań Olimpijskich w Wałczu. W połowie zgrupowania Tomasz wraz z dwójką wychowanków Kaźmierczaka pojechali do Rzymu na mistrzostwa Europy na ergometrze.
- To był mój jak na razie wyjazd życia. Pierwszy raz poza granice naszego kraju, pierwszy raz leciałem samolotem – mówi z przejęciem Tomek. – Mam nadzieję, że nie ostatni. Bardzo obawiałem się tego występu. W kraju nie miałem sobie równych. Trzeci raz z rzędu wygrałem Puchar Polski, poprawiłem rekordy kraju na 1000 m (3.07,8 – przyp. KAZ) i 4 minuty (1252 m – przyp. KAZ). Teraz też nie chciałem zawieść, choć bardzo obawiałem się czy nie zje mnie trema.
Nie zjadła. „Kwiatek” spisał się na medal, srebrny medal. Poprawił przy tym o 0,3 sekundy rekord kraju. Przegrał jedynie z wioślarzem gospodarzy, a wyprzedził m.in. Irlandczyka, Francuza i plejadę Włochów.
- Radość oczywiście była wielka, nie tylko ze względu na mój sukces. Dwójka trenera Kaźmierczaka: Jola Pawlak i Piotr Majka też spisała się doskonale zdobywając w swoich kategoriach złote medale. Mogliśmy zatem w doskonałych humorach udać się na zwiedzanie stolicy Włoch. Miałem okazję zobaczenia Colosseum, byłem w Watykanie: na Placu Św. Piotra, w Bazylice, przy grobie Jana Pawła II. A wszystko dzięki wioślarstwu, które stało się dla mnie oknem na świat.
Czas na osadę
Tomasz ma nadzieję, że dopiero stoi u progu wspaniałej kariery. Medal z Rzymu, a także wywalczony tydzień później we Wrocławiu trzeci krajowy mistrzowski tytuł (brąz u kobiet przypadł jego klubowej koleżance Annie Jendryszce, a piąta była niewidoma Magdalena Urbańczyk, obie kandydują do reprezentacyjnej osady - przyp. KAZ) sprawił, że ze zdwojoną energią przystępuje do kolejnych treningów. A często zajęcia ma 2 razy dziennie.
- Mam nadzieję, że tym razem wspólnie z ekipą ze Szczecina, pod wodzą trenera Mazurowicza, uda nam się stworzyć reprezentacyjną czwórkę ze sternikiem, która skutecznie powalczy na międzynarodowej arenie. Naszym celem na ten sezon jest udany start w mistrzostwach świata w Poznaniu. Zapewne jeszcze nie na medal. Miejsce w czołowej ósemce byłoby już wielkim osiągnięciem. Wcześniej naszą osadę czekają starty kontrolne we Włoszech, Niemczech czy Wielkiej Brytanii. A dalej? Jak każdy sportowiec marzę o igrzyskach paraolimpijskich. Może za 3 lata pojadę do Londynu?
(KAZ)